Rocznik 2026 – 4, 10-4-2026

Wstęp – biblijny wymiar cierpienia Chrystusa.
Szczególną cechą charakteryzującą chrześcijaństwo jest cierpienie Syna Bożego – Jezusa Chrystusa – które ma wymiar odkupieńczy, zbawczy. Zatrzymajmy się dzisiaj chwilę nad tą prawdą naszej wiary, tak obfitującą w jej skutkach.
Przeczytajmy słowo z Księgi Izajasza Proroka:
Kto uwierzył wieści naszej, a ramię Pana komu się objawiło? Wyrósł bowiem przed nim jako latorośl i jako korzeń z suchej ziemi. Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy i nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego (53,1-3).
Uzupełniając je o tekst z Trenów/Lamentacji:
Nuże, wy wszyscy, którzy przechodzicie drogą, spójrzcie i patrzcie: Czy jest ból równy mojemu bólowi, który mnie zadano, którym dotknął mnie Pan w dniu zapalczywości swojego gniewu? (1,12).
Cytujemy tutaj te szczególnie wymowne fragmenty, ale pamiętajmy, że Piśmie Świętym jest tak wiele stron mówiących o cierpieniach Chrystusa. Będą to wzmianki zarówno w formie symbolicznej, jak i w sposób historyczny, poprzez opisy cierpień Pana w Ewangeliach . Możemy zatem powiedzieć, że całe Słowo mówi nam o cierpieniach Chrystusa, „Męża boleści”. A kiedy On sam naucza dwóch uczniów na drodze do Emaus w rozdziale 24 Ewangelii Łukasza, zadaje im to pytanie: Czyż Chrystus nie musiał tego wycierpieć, by wejść do swojej chwały? I począwszy od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co o nim było napisane we wszystkich Pismach (ww. 26-27).
Ważność rozważania cierpień Chrystusa.
Nic tak głęboko nie porusza naszych serc i nie wzmacnia naszego uczucia do Niego, jak rozważanie Jego cierpień. A dlaczego? Ponieważ są one świadectwem miłości, która zaprowadziła Go tą drogą;
ponieważ Jego cierpienia stanowią fundament naszego zbawienia, naszego wyzwolenia z mocy szatana i wszystkich błogosławieństw, które posiadamy w Chrystusie.
To przez te cierpienia nasz Pan Jezus uzyskał dla nas tak chwalebny dział i wieczne odkupienie. Ale te cierpienia są również cenne, ponieważ spotkały Go w wypełnieniu tego dzieła, przez które doskonale uwielbił Boga. W istocie, uwielbił Go przez całe swoje życie. Mógł powiedzieć: „Moim pokarmem jest pełnić wolę Tego, który mnie posłał, i wykonywać Jego dzieło” i „Zawsze czynię to, co się Jemu podoba”. Ale na krzyżu, a zwłaszcza w godzinach ciemności, Bóg zebrał żniwo chwały – tak piękne, tak promienne, przez całe życie posłuszeństwa i zależności od naszego umiłowanego Pana.
Cierpienia Chrystusa! Źródło radości dla nas, którzy wiemy, że dzieło zostało doskonale wykonane, że prawa Bożej sprawiedliwości i chwały zostały w pełni zaspokojone. Bóg nie ma niczego więcej do żądania od skruszonego grzesznika; może go przyjąć jako umiłowane dziecko, może obdarzyć go tą relacją „dziecka Bożego” i wprowadzić go w radość ze wszystkich łask i błogosławieństw, które z niej płyną. To na fundamencie tego dzieła dokonanego na krzyżu Bóg mógł dać upust swojej miłości i łasce. „Gdzie grzech się wzmógł, tam łaska jeszcze obficiej się rozlała”, tak, jak potężna rzeka, która wszystko pochłonęła. „Dlatego teraz nie ma już potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie”. I to właśnie Jego odkupieńcze cierpienie jest fundamentem wszystkich naszych błogosławieństw.
Jak cierpiał?
Cierpienia, które Pan znosił tu na ziemi, odczuwał w ciele, w sercu, w duszy. W ciele był pokornym człowiekiem, Galilejczykiem, który szedł swoją drogą, poddany wszelkim ograniczeniom ludzkiej kondycji: odczuwał zmęczenie, pragnienie i głód.
Lecz czymże to było w porównaniu z tym, czego doświadczył później w swoim ciele, gdy ujawniła się przemoc i okrucieństwo ludzi: ciosy, plucie, korona cierniowa, trzcina (włożona w Jego rękę, a następnie użyta do uderzenia w głowę), biczowanie zarządzone przez Piłata i wreszcie ukrzyżowanie? Nie zapominamy o tych fizycznych cierpieniach krzyża. Ale cierpienia, których Pan doświadczył w swoim sercu, były o wiele bardziej odczuwalne przez Niego.
Jezus doświadczył nienawiści, złośliwości i sarkazmu. Jego słowa były przekręcane, był szpiegowany przez tajnych agentów (Łk 20,20), znosił wszystko: niezrozumienie, porzucenie przez uczniów, którzy wszyscy go opuścili i uciekli w chwili, gdy – mówiąc po ludzku – najbardziej potrzebował ich obecności.
Możemy również mówić o cierpieniu jego duszy. Do swoich uczniów powie: „Smutek ogarnął moją duszę aż do śmierci”. A w Ewangelii Jana 12, gdy zbliża się godzina krzyża, zawoła: „Teraz dusza moja jest zatrwożona i cóż mam powiedzieć?”
Gdy będzie się modlił: „Ojcze, wybaw mnie od tej godziny?” natychmiast doda: „Ojcze, wsław Twoje imię”. A Bóg nie może pozostać obojętny na takie poddanie się, na takie pragnienie.
Cierpienia ciała, cierpienia serca, cierpienia duszy! W wyrażeniu „mąż boleści” w Księdze Izajasza 53 słowo „cierpienia” jest w liczbie mnogiej, jakby dla podkreślenia, że nie oszczędzono mu żadnego cierpienia, a co więcej, podczas trzech godzin ciemności nie nadeszło żadne boskie źródło, które by złagodziło ich intensywność.
Taki był nasz umiłowany Zbawiciel, na tę drogę dobrowolnie wkroczył, aby uwielbić Boga i zbawić zagubionych grzeszników. Z pewnością, medytując nad cierpieniami Pana, musimy uważać, aby nie próbować ich analizować. Ofiary w Księdze Kapłańskiej są różne, ale wszystkie mówią o jednej ofierze – o samym Chrystusie. W cierpieniach Pana odnajdujemy różne aspekty tych ofiar. Ale zawsze było to cierpienie Chrystusa; odczuwał je w pełni, mając doskonałe ludzkie serce. Jednocześnie był Bogiem objawionym w ciele, tajemnicą, której nie możemy pojąć.
A jakie to ma dla nas znaczenie?
Musimy zatem zadać sobie pytanie zasadnicze: Czyż to nic dla nas, wszyscy, którzy zdążamy drogą życia?
Istnieje pierwsza kategoria osób, do których można by skierować to pytanie: tych, którzy wiedząc, że Jezus umarł na krzyżu, nie przejmują się Nim; są całkowicie obojętni, idą swoją drogą. Oby uświadomili sobie, że Pan Jezus musiał cierpieć na krzyżu sąd, na jaki oni zasługiwali, i oby zwrócili się do Niego, przyjmując Go jako swego Zbawiciela!
Istnieje także druga grupy osób: tych, którzy przyjęli Pana jako swojego Zbawiciela, a jednak nie odpowiedzieli jeszcze na Jego wezwanie, by pamiętać o Jego cierpieniu i śmierci. Sam Pan ustanowił w noc, kiedy został zdradzony, pamiątkę swojej męki i śmierci: „To jest Ciało moje” – powiedział, łamiąc chleb – „będzie za was wydane. Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej… to czyńcie na moją pamiątkę”.
Niech to pragnienie Pana Jezusa, abyśmy pamiętali o Nim, o Jego cierpieniu i Jego śmierci, uczestnicząc w tej pamiątce, nie rezonuje w nas wszystkich. Potrzebujemy wszyscy na nowo obudzić się w naszej miłości do Niego. Są słowa, które przyzwyczajamy się wypowiadać, słyszeć. Są gesty, które przyzwyczajamy się wykonywać, a jednak Pan woła do nas, Ten, który czyta w sercach wszystkich: „Czy to dla was nic?”. „Spójrzcie i zobaczcie, jak cierpiałem dla was!”. Właśnie w takim stopniu, w jakim nasze serca stają się wrażliwe na cierpienie Pana Jezusa ujrzymy Go twarzą w twarz. I będziemy kontemplować przez wieczność ślady Jego cierpienia na Jego rękach, stopach, boku: wieczne świadectwo miłości, którą zostaliśmy umiłowani. Ale na czas Jego nieobecności, na czas obecny, naszym przywilejem jest odpowiedzieć całym sercem na Jego pilne pragnienie.